Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 735 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Do EURO 2012 zostało:

Odcinek 68 - Nathan Aké.

czwartek, 17 maja 2012 19:15

 

Wczoraj w Słowenii zakończyły się Mistrzostwa Europy do lat 17. Po niesamowitym finale po tytuł sięgnęła reprezentacja Holandii. Na turnieju zaobserwować można było wielu ciekawych piłkarzy. W ekipie mistrzów wręcz wyróżniał się Nathan Aké.

 
Nathan Aké urodził się 18 lutego 1995 roku w Hadze. W latach 20082011 trenował w Feyenordzie Rotterdam. Holenderski klub nastawiał się na podpisanie profesjonalnego kontraktu z Nathanem (a mógł to uczynić dopiero po skończeniu przez chłopaka 16. urodzin), ale... Aké dogadał się z Chelsea. Transfer kosztował londyński klub 670 tysięcy funtów i nadzieja holenderskiej piłki przeprowadziła się do stolicy Anglii. 17-latek trenuje na razie w juniorach Chelsea, ale ma za sobą już także 4 występy w lidze rezerw. 

 
Gdy oglądało się na młodzieżowych mistrzostwach grę „Oranje” w oko rzucała się gra Nathana. Jest on defensywnym pomocnikiem/obrońcą, ale z powodzeniem może zagrać również na środku pomocy czy po lewej stronie boiska. Jest to zawodnik kreatywny, dobrze czytający grę i potrafiący umiejętnie rozegrać akcję. Na ME U-17 wyróżniał się solidną, bardziej doświadczoną i mądrą grą. Kolejny argument przemawiający za Nathanem jest fakt, że jest to zawodnik lewonożny i uniwersalny. 


Nathan Aké ma za sobą już 24 spotkania w reprezentacji Holandii do lat 17. Strzelił w nich 3 bramki. Pewność, opanowanie i umiejętna gra 17-latka spowodowały, że jest kapitanem reprezentacji. W środowym finale Aké pewnie wykorzystał swoją „jedenastkę”, a później jako lider podniósł puchar. Jeśli będzie się należycie rozwijał to puchar zdobyty w Słowenii będzie jednym z wielu. 


Imię i nazwisko: Nathan Aké

Data urodzenia: 18 lutego 1995

Kraj: Holandia

Wzrost: -

Waga: -

Lepsza noga: Lewa

Klub: Chelsea Londyn

Numer: -

Pozycja: Defensywny pomocnik

Cena: -

 

Czytaj także na HelpBets.com



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331098409,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zapowiedź: letnia rewolucja w Interze.

wtorek, 15 maja 2012 20:50


 
Za nami 111. sezon Serie A. Po raz 28 w historii mistrzem Włoch został Juventus Turyn. Inter zaś pierwszy raz od sezonu 2003/2004 nie zajął miejsca na „pudle”. W Mediolanie szykuje się prawdziwa rewolucja.


Za Interem słaby sezon. Zaledwie 6. miejsce, które niesamowicie rozczarowało wszystkich kibiców czarno-niebieskich. Jedynym plusem tego sezonu są derby Mediolanu. Dwukrotnie wygrywał w nich Inter, ale w Lidze Mistrzów zagra jednak Milan. Przed rokiem zabrakło transferów z prawdziwego zdarzenia. Jak będzie teraz?


Trener.


Sezon 2011/2012 Inter rozpoczął z trenerem Gian Piero Gasperinim, jednak już po pięciu spotkaniach pożegnano się z wychowankiem Juve. Beznadziejny eksperyment z mało znanym trenerem. Fatalna taktyka niedopasowana pod realia i możliwości Interu. Słabe wyniki i poszukiwania nowego szkoleniowca. 


Przyszedł trener „niezwycięski”. 22 września 2011 roku Claudio Ranieri podpisał kontrakt z Interem. Kontrakt, który miał obowiązywać do czerwca 2013 roku. Gra Interu stopniowo się poprawiała, „Nerazzurri” notowali serię zwycięstw, wygrali derby, ale... Ale przyszła kolejna fala porażek i po 6 miesiącach i 4 dniach zamiast po niecałych dwóch latach pożegnano się z rzymianinem. Claudio próbował poprawić coś w Interze, ale to „coś” zostało popsute już na początku, już za Gasperiniego.




Massimo Moratti uznał sezon za stracony i by nie wydawać kolejnej fortuny na trenera z nazwiskiem albo choć trochę obytego w Serie A postanowił wynagrodzić „swojego”. Pierwszym trenerem czarno-niebieskich został Andrea Stramaccioni, który jeszcze dzień przed nominacją wygrywał z Primaverą Interu NextGen Series. Pod wodzą młodego Włocha „Nerazzurri” rozegrali 9 spotkań. Pięć spotkań wygrali, dwa zremisowali i dwukrotnie przegrali. Statystki na plus dla Andrei, a najbardziej przemawia za nim efektowne zwycięstwo w derbach Mediolanu. Niemal na pewno ”StraMOUcioni” zostanie na przyszły sezon. Jak więc pokazała ta zmiana czasem trener bez nazwiska może dać wiele drużynie. Jak w przeszłości „tłumacz” Mourinho w FC Porto czy wychowanek Guardiola w Barcelonie.


Letnia rewolucja.


Massimo Moratti musi przestać patrzeć na Finansowe Fair Play i otworzyć portfel. Inter czeka latem prawdziwa rewolucja. 


Bramkarze. 


FC Internazionale posiada sporą grupkę bramkarzy. Są to: Julio Cesar, Luca Castellazzi, Paolo Orlandoni, Emiliano Viviano oraz Vid Belec. Viviano w połowie należy do Palermo, a Belec znajduje się na wypożyczeniu w Crotone. 


Pewne jest, że na przyszły sezon zostanie Castellazzi – ostatnio przedłużył kontrakt. Luca jest ważną postacią w Interze – porządny zmiennik. Gorzej jest jednak z numerem „1”. Ostatnio nieco słabiej gra Julio Cesar i prawdopodobnie Inter będzie chciał wykorzystać okazję i pożegnać się z Brazylijczykiem. Na jego miejsce może przyjść Viviano, który ma za sobą rozegraną rundę w Palermo. Emiliano rozegrał 19 pełnych spotkań oraz połowę meczu z Genoą i wpuścił 36 bramek. Mówi się także, że Inter zainteresowany jest kupnem jednego z najlepszych bramkarzy w Serie A - Samira Handanovicia, który rozegrał wszystkie 38 spotkań w tym sezonie, w których puścił 35 goli. Z pewnością kupno Słoweńca byłoby ogromnym wzmocnieniem. Jednak na ten transfer trzeba byłoby wydać kilkanaście milionów euro (Samir jest wart 12 mln euro).


Obrońcy.


Cristian Chivu, Marco Faraoni, Jonathan, Juan, Lucio, Maicon, Yuto Nagatomo, Andrea Ranocchia, Walter Samuel. 


Formacja do zmian. Niemal na pewno odejdzie Lucio. Niepewna jest też przyszłość Chivu i Maicona. Za wiele drużynie nie daje Nagatomo, a mało grają Juan, Ranocchia i Faraoni. Tak naprawdę jedynym pewnym punktem jest Samuel. Mówi się, że Inter może zasilić Mauricio Isla z Udinese czy też Łukasz Piszczek z Borussii Dortmund. Na lewą flankę może zaś przyjść Aleksandar Kolarov z Manchesteru City. Ci piłkarze byliby dużymi wzmocnieniami, ale ich łączna wycena to 36 milionów 500 tysięcy euro. Jeśli jednak chodzi o prawego obrońcę – tu będzie trzeba wybrać kogoś z dwójki: Piszczek/Isla. Polak wart jest 9 mln, natomiast Chilijczyk 10 mln 50 tys. euro.


Pomocnicy.


Ricardo Alvarez, Esteban Cambiasso, Philippe Coutinho, Freddy Guarin, Joel Obi, Angelo Palombo, Andrea Poli, Wesley Sneijder, Dejan Stanković, Javier Zanetti.


Słaby sezon mają za sobą przede wszystkim Sneijder i Stanković. Po tych dwóch zawodnikach spodziewano się o wiele więcej. Raczej na pewno do Genui wróci Palmobo, który nie zachwycił. Nieźle zaprezentował się natomiast Guarin, który być może zostanie wykupiony przez Inter. Na to jednak potrzeba 13,5 miliona euro.


 


Z wypożyczenia powróci Philippe Coutinho, który rozkochał w sobie fanów w Barcelonie (a przynajmniej w połowie Barcelony). „Cou” rozegrał tej wiosny 16 spotkań w barwach Espanyolu, w których strzelił 5 goli i zaliczył 2 asysty. Przede wszystkim Coutinho dał popis swych umiejętności technicznych i w przypadku podatnego na kontuzje Sneijdera, który być może pożegna się z Mediolanem – powrót Philippe jak najbardziej wskazany. W tym wypadku absurdalnym byłoby wydawanie milionów na niesprawdzone gwiazdy z ligi brazylijskiej typu Lucas czy Oscar skoro Inter posiada swoją brazylijską gwiazdkę. A pieniądze będą potrzebne chociażby na Handanovicia czy wykupienie Guarina.


Napastnicy.


Luc Castaignos, Diego Forlan, Samuele Longo, Diego Milito, Giampaolo Pazzini, Mauro Zarate.


To zawodnicy jacy są określani mianem „napastnika” i mają podpisany kontrakt z Interem. Jeśli jednak miałbym wymienić piłkarzy, którzy „grali” w tym sezonie i strzelali gole lista wyglądałaby następująco.


Diego Milito.



Koniec. Jedna wielka rozpacz, fatalny atak, choć miało być tak pięknie. Przyszedł Forlan, młoda nadzieja z Holandii (Castaignos), z Lazio wypożyczono Mauro Zarate. Tak naprawdę grał tylko Milito, a i on błyszczał tylko w tym roku kalendarzowym, w którym strzelił 20 ligowych goli (jesienią zaledwie 4). „Il Principe” był jedynym zawodnikiem Interu w sezonie 2011/2012, który się wyróżniał, który tak naprawdę grał. „Książe” wykonał swoje zadanie (strzelanie goli) jak należy i za to należą mu się wielkie podziękowania. Bo gdyby nie jego 24 bramki, gdyby Milito był tak statyczny jak Pazzini czy Forlan - „Nerazzurri” nie myśleliby teraz nawet o Lidze Europejskiej. 


W linii ataku czeka nas prawdziwa rewolucja. Moratti powinien przetasować swój cały dobytek tej formacji i wymienić na nowych. Na nowych i porządnych, na takich po których wiadomo czego się spodziewać. Prawdopodobnie do Interu przejdzie Ezequiel Lavezzi. To byłby wyśmienity transfer. Lavezzi to bardzo ważny punkt Napoli, ma za sobą także 16 spotkań w reprezentacji Argentyny. W dodatku możliwy jest powrót do Interu najlepszego strzelca Sieny – Mattii Destro. 21-letni napastnik strzelił w tym sezonie 12 goli w 30 spotkaniach i po cichu mówi się, że Inter chciałby powrotu swojego wychowanka. 


Inter czeka rewolucja, Inter musi się wzmocnić jeśli chce nadal liczyć się w Serie A. Być może po proponowanych transferach skład „Nerazzurrich” wyglądałby następująco.


Handanović – Piszczek/Isla, Samuel, Ranocchia, Kolarov – Zanetti, Guarin, Alvarez – Coutinho – Lavezzi, Milito


Taki skład prezentowałby się na pewno o wiele lepiej niż obecny. Z nim Inter mógłby powalczyć o Scudetto i o powrót do Ligi Mistrzów. Najpierw jednak Massimo Moratti musi wyciągnąć portfel, zapomnieć o FFP (które i tak wszyscy olewają) i udać się na zakupy. Bo jeśli Inter będzie mocny to Inter będzie wygrywał. A jeśli Inter będzie wygrywał to pieniądze szybko się zwrócą. Miejmy nadzieję, że gra czarno-niebieskich znacząco się poprawi w przyszłym sezonie i Inter powróci do Champions League. W końcu grając 11 lat z rzędu zdążył przyzwyczaić...

 

Czytaj także na FcInter.pl

Czytaj także na HelpBets.com



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331093845,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Štilić, czyli od bohatera do... zera?

sobota, 12 maja 2012 19:20


 
Jeszcze niedawno nazwisko „Semir Štilić” było wymieniane jednym tchem wśród największych gwiazd polskiej ligi. Teraz Bośniak, który w Polsce wybudował sobie bardzo dobrą pozycję - „partoli” ją jak tylko się da.


Historia zaczęła się w czerwcu 2008 roku. 21-letniego błyskotliwego pomocnika Željezničarze Sarajewo wypatrzył Lech Poznań i pomimo rzekomego zainteresowania piłkarzem przez takie kluby jak Arsenal Londyn czy Dinamo Zagrzeb – Semir znalazł się w stolicy Wielkopolski. Pierwsze co urzekło go w nowym klubie były barwy i konotacje. Otóż zarówno zespół z Sarajewa jak i ten z Poznania grają w niebieskich barwach i na oba „woła się” podobnie. „Kolejarz” - w Bośni, „Kolejorz” w Poznaniu.


Sentymentalny Semir szybko pokazał dlaczego interesowano się nim nawet w stolicy Anglii. Świetna lewa noga, ponadprzeciętna jak na naszą ligę technika i magiczne ostatnie podanie. To po prostu musiało się udać nad Wisłą Wartą i nic dziwnego, że Štilić szybko stał się gwiazdą ekstraklasy. 


Lech w dodatku błyszczał w europejskich pucharach. W sezonie 2008/2009 po zaciętych bojach wyszedł z grupy Pucharu UEFA i wyeliminować dał się dopiero włoskiemu Udinese. Dwa sezony później „Kolejorz” już w Lidze Europejskiej zaprezentował się jeszcze lepiej. W świetnym stylu wyszedł z grupy, w której byli: Manchester City, Juventus Turyn i FC Salzburg. Dosyć dodać, że Bośniak poza efektownymi asystami wygrał Lechitom ostatnie spotkanie grupowe – w Austrii z Salzburgiem.


Było mistrzostwo Polski w 2010 roku, był Puchar Polski sezon wcześniej. Cały czas na tle Lecha wyróżniał się  Semir Štilić, który w każdym z trzech pierwszych sezonów grał niemal wszystkie ligowe spotkania. Lech był na szycie.


Coś pękło jednak w tym sezonie. Wszystko zaczęło się od tego, że sam „Kolejorz” zaczął grać coraz gorzej. Semir pokłócił się z Jose Bakero. Nie podał mu ręki. Hiszpański szkoleniowiec zaczął wystawiać Bośniaka w ataku albo... wcale go nie delegował do pierwszej jedenastki. Później przyszedł trener Rumak, ale mimo to Štilić nie grał ostatnio za wiele. Faktem jest, że zagrał w tym sezonie 21 spotkań, strzelił jednego gola i zaliczył siedem asyst. Jest w czołówce najlepiej podających (wygrał Mila z 12 asystami), ale z drugiej strony. 7 asyst ma Rybus, który zaliczył je tylko jesienią.


- Lech buduje nową drużynę i ja to rozumiem – powiedział w kwietniu Bośniak. Sam był już przekonany, że po sezonie odchodzi. Szukać nowych wyzwań, „do lepszej ligi” i przede wszystkim by nie grzać ławy w Poznaniu. Na pożegnanie więc podczas fety, która koronowała sezon postanowił zaimponować kibicom.


- A Legia ku**a, Legia Legia ku**a, Legia Warszawa starą ku**ą jest – zaśpiewał Semir. Jak się później tłumaczył chciał zaśpiewać przyśpiewkę kibiców, a że padło akurat na tę? Fakt jest jeden – zawodnikowi nie wypada śpiewać wulgarnych przyśpiewek pod adresem innych zespołów. Tym bardziej patrząc jakie przyniosło to konsekwencje. 




6 meczów zawieszenia i 20 tysięcy złotych kary. Tak oberwał Bośniak za krótką przyśpiewkę. Co najważniejsze w tej całej sprawie – zawieszenie obowiązuje w całej Europie. Tak więc pomimo tego, że Semir odchodzi z Lecha (co jest pewne), pomimo że za darmo (koniec kontraktu) to w pierwszych kolejkach nie zagra (no chyba, że wyjedzie poza Europę). 


Semira czeka teraz ciekawa przyszłość. W Lechu go nie chcą, w Legii już pewnie też nie (choć były plotki o możliwej transakcji). Semir chce ruszyć na zachód, ale 6 kolejek zawieszenia może nieco popsuć obraz tego transferu. Co jednak najważniejsze w stwierdzeniu „od bohatera do... zera?” Štilićia można ocenić tak po jego spadku formy i coraz to gorszym zachowaniu.


Odchodząc już nieco od Semira ciekawe jak zachowa się Komisja Ligi spółki Ekstraklasa S.A. w przypadku piłkarzy Śląska Wrocław. Ci również podczas fety kończącej sezon zaśpiewali piosenkę w stronę Legii, również z wulgarnym określeniem. 


- Gdzie twoje berło, berło i korona, gdzie twoje mistrzostwo Legio pier***ona? - śpiewał między innymi Celeban, który również negocjował z Legią. By sprawiedliwości stało się zadość? Czy przemilczmy? Emocje jakich nie było we Wrocławiu od 35 lat, kibice narzucili przyśpiewkę. Sprawa z pewnością nie obejdzie się bez echa i coś w sprawie Śląska z pewnością nastąpi. Jeśli mierzyć wrocławian miarą Semira w pierwszych sześciu kolejkach nowego sezonu Śląsk wychodziłby na murawę w bardzo ubogim składzie. Już niedługo pewnie dowiemy się jak się ta sprawa zakończy.


P.S. Swoją drogą zarówno Semir Štilić jak i Śląsk Wrocław mają bardzo... głupie oświadczenia. „Nie wiedziałem dokładnie co oznacza to słowo” - powiedział Bośniak. „Nie znaliśmy słów przyśpiewki i odgadywaliśmy słowa” - oświadczenie mistrzów Polski... 


Wiadomo – takie przyśpiewki (obrażające inne kluby) funkcjonowały, funkcjonują i funkcjonować będą. Budują atmosferę na stadionach wśród kibiców – i tak powinno zostać. Wśród kibiców. Piłkarzom chyba nie wypada się tak zachowywać. A nuż za kilka lat jeden z uczestników fety Śląska przeniesie się do Legii i ktoś wygrzebie wtedy ten filmik? No, ale przecież zawsze można udawać jak Ojgen Polanski i się po prostu do swoich słów... nie przyznać.

 

Czytaj także na HelpBets.com



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331086474,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Odcinek 67 - Oskar Pogorzelec.

czwartek, 10 maja 2012 14:20

 

Już dziś reprezentacja Polski do lat 17 zagra trzeci mecz na Mistrzostwach Europy, które odbywają się w Słowenii. Biało-czerwonym wystarczy remis w meczu z Holandią, by mieć pewny awans do półfinałów. Pomóc w tym pewny punkt naszej bramki – Oskar Pogorzelec. 


Pogorzelec, który zagrał rewelacyjne spotkanie z Belgią i minimalnie słabsze ze Słowenią. W obu meczach popisywał się świetnym interwencjami, a na duże brawa zasługuje jego robinsonada przy trudnym strzale belgijskiego zawodnika. Mecz ze Słowenią był o tyle gorszy, że w nim bramkarz Legii musiał wyciągać piłkę z siatki. Na szczęście tylko raz (po nieporozumieniu z obrońcą biało-czerwonych) i miejmy nadzieję ostatni w tym turnieju.


Oskar urodził się 9 maja 1995 roku. Miejmy nadzieję, że wczoraj na swoje 17. urodziny za mocno nie balował i dziś w pojedynku z Holandią znów spisze się bardzo dobrze. Pogorzelec pochodzi z miejscowości Piła, ale pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Kołobrzegu. Od jesieni 2011 roku jest zawodnikiem stołecznej Legii. Najpierw juniorzy, teraz Młoda Ekstraklasa, a w przyszłości może być kolejnym świetnym polskim bramkarzem „Wojskowych”. Jak w ostatnich latach Boruc czy Fabiański.


Między innymi dlatego też Pogorzelec znalazł się w Legii – dzięki temu jak klub wychowuje bramkarzy. Idolami reprezentacyjnego goalkeepera są Szczęsny, Boruc i Casillas. Czy w przyszłości zawędruje tak daleko jak oni? Patrząc na takie mecze jak z Belgią kariera stoi przed nim otworem. 


Imię i nazwisko: Oskar Pogorzelec

Data urodzenia:  9 maja 1995 

Kraj: Polska

Wzrost: 182 cm

Waga: 78 kg

Lepsza noga: -

Klub: Legia Warszawa

Numer: -

Pozycja: Bramkarz 

Cena: -

 

Czytaj także na HelpBets.com



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331081755,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

"[...] the champions" - Bayern.

wtorek, 08 maja 2012 21:20

 

Już w przyszłą sobotę na Allianz Arena w Monachium odbędzie się finał Ligi Mistrzów, w którym zagrają Bayern i Chelsea. Dziś sprawdzimy co słychać w obozie „Bawarczyków”.


BAYERN MONACHIUM


1. Forma.


Rozgrywki ligowe w Niemczech zakończyły się w ubiegły weekend. Drugi raz z rzędu po mistrzostwo sięgnęli piłkarze Borussii, drugi raz z rzędu Bayern musiał obejść się smakiem. W ostatniej ligowej kolejce „Bawarczycy” zdegradowali do 2. Bundesligi FC Köln wygrywając 1:4. O koronę króla strzelców do końca walczył Mario Gomez, który ostatecznie przegrał ją dwoma trafieniami z Huntelaarem. Marzeniem Bayernu na ten sezon była potrójna korona. W sezonie 2009/2010 FCB wygrał ligę i krajowy puchar, ale w finale Ligi Mistrzów przegrał z Interem Mediolan. Teraz „Gwiazdę Południa” czekają dwa finały. W najbliższy weekend Puchar Niemiec, w którym Bayern zmierzy się z Borussią. Następnie finał Champions League gdzie”Bawarczycy” zagrają na własnym stadionie z Chelsea Londyn. W lidze jednak zajęli „tylko” 2. miejsce. 


Sporo zamieszania w ostatnim czasie narobił w obozie Bayernu Arjen Robben. Gwiazdor FCB ogłosił wpierw, że z powodu kłótni z Franckiem Riberym chce odejść z klubu. Następnie... przedłużył kontrakt. Gdy wydawało się, że sytuację opanowano Arjen przypomniał wszystkim swoją obietnicę. 

- Mojej żonie oraz mojej mamie dwa lata temu obiecałem, że jeśli wygram Ligę Mistrzów oraz Mistrzostwa Europy to kończę z grą w piłkę nożną.

Jak dobrze wiemy Robben ma szanse na oba te trofea. 19 maja zagra w finale Ligi Mistrzów, a 8 czerwca rozpocznie Mistrzostwa Europy w ekipie wicemistrzów świata. 


2. Trener.


Od 1 lipca 2011 roku trenerem Bayernu Monachium jest Josef Heynckes. Dla Bayernu to żadna „nowość”, bo "Jupp" prowadził FCB w latach 1987-1991 oraz przez kilka miesięcy 2009 roku. Heynckes w Monachium wykonuje bardzo dobrą robotę. Z Bayernem awansował do finału Ligi Mistrzów oraz do finału Pucharu Niemiec. Do kompletu brakuje tylko krajowego mistrzostwa, bo na polu ligowym znów lepsi okazali się piłkarze z Dortmundu. Przyszłość "Juppa" w Monachium jednak nie jest taka pewna. Bayern to klub, który oczekuje sukcesów, a że w dodatku finał Ligi Mistrzów rozgrywany jest w stolicy Bawarii nikt nie wyobraża sobie innego scenariusza niż zwycięstwo niemieckiej drużyny.

 
W oczekiwaniu na finał Champions League Josef Heynckes wyraził swoje niezadowolenie z powodu zawieszenia trzech swoich piłkarzy. Alaba, Badstuber i Gustavo – z nich nie będzie mógł skorzystać 19 maja „Jupp”.

- Moim zdaniem zasady powinny być zmienione. To nie jest normalne, aby oba zespoły zagrały w wielkim finale bez wielu swoich najlepszych zawodników ze względu na żółte kartki. Tych trzech piłkarzy to ważni gracze mojego zespołu.

Na zmiany się jednak nie zapowiada – i dobrze. Kartek nie rozdaje się za darmo i gdyby Ci trzej piłkarze ich nie łapali – zagraliby w finale.


3. Skład.


Manuel Neuer – Philipp Lahm, Jerome Boateng, Anatoly Tymoshchuk, Diego Contento – Bastian Schweinsteiger, Toni Kroos – Arjen Robben, Thomas Müller, Franck Ribery – Mario Gomez


Mniej więcej w takim składzie powinni wyjść na boisko 19 maja zawodnicy Bayernu. Jak wiemy za żółte kartki pauzować będą: Alaba, Badstuber oraz Gustavo.


4. Mocne punkty.


1. Manuel Neuer. Numer „1” Bayernu, numer „1” reprezentacji. Jeden z najlepszych bramkarzy świata. Broni rewelacyjnie także w serii rzutów karnych – co zademonstrował w pojedynku z Realem Madryt gdzie obronił „jedenastki” Ronaldo i Kaki.

2. Arjen Robben i Franck Ribery. Dwaj rewelacyjni skrzydłowi Bayernu. Razem we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie strzelili 33 gole. Robben – charakterystyczne zejście do środka pola na lewą nogę i „bomba” na bramkę. Ribery - dużo wiatru na skrzydle, a także opanowanie w polu karnym rywala. Choć obaj za sobą nie przepadają, razem są niezwykle groźni.

3. Mario Gomez. Super-snajper Bayernu. 42 gole w 48 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. Jeśli w finale Mario popisze się co najmniej hat-trickiem zgarnie koronę dla najlepszego strzelca rozgrywek Ligi Mistrzów.


5. Bayern w Lidze Mistrzów.


Bayern ma szansę przejść do historii. Jeśli wygra tę edycję Ligi Mistrzów to powtórzy sukces Interu Mediolan sprzed... 58 lat. Bowiem w 1964 roku „Nerazzurri” wygrali Puchar Europy na „swoim” San Siro. Do dziś jest to jedyny taki przypadek w historii tych rozgrywek. Bayern ma szansę, by powtórzyć ten sukces. Po 58 latach, 19 maja 2012 roku na Allianz Arena.


W finale Champions League „Bawarczycy” zagrają już dziewiąty raz w historii. Dotychczas wygrywali czterokrotnie. W latach 1974, 1975, 1976 oraz w 2001 roku. FCB ma szansę na piąty taki triumf i dogonienie Liverpoolu, który z pięcioma Pucharami Europy znajduje się na 3. miejscu w klasyfikacji triumfatorów LM.


Bayern jest zmotywowany, by ten finał wygrać. Wielu piłkarzy pamięta jeszcze porażkę sprzed dwóch lat. Teraz „Bawarczycy” zrobią wszystko, by to oni wznieśli Puchar w górę.

- Pochodzimy do finału Ligi Mistrzów z nastawieniem na wygraną, niezależnie od tego czy Chelsea ma dobry czy słaby sezon. Powiedziałbym raczej, że szanse na triumf są równe – powiedział Mario Gomez.


56. finał Ligi Mistrzów odbędzie się 19 maja 2012 roku na AllianzArena w Monachium. Za Bayernem przemawia stadion i bądź co bądź lepszy sezon niż ten w wykonaniu Chelsea. Jednak to jest finał, to jest 90 minut, w których wszystko się może zdarzyć. I choć faworytem bukmacherów jest Bayern to niczego nie można być pewnym. Czeka nas pasjonujący finał.

 

 

Czytaj także na HelpBets.com



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331077681,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  12 148 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wizytówka


Dominik Popek

Aktualnie chodzę do Liceum, w przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym - komentatorem. Przez ponad pół roku w okresie od grudnia 2010 do lata 2011 współpracowałem z portalem SportSukces.pl. Aktualnie współpracuję z portalami HelpBets.com oraz FcInter.pl. Chętnie podejmę się nowych dziennikarskich wyzwań. Kibic Nerazzurrich, Miedziowych i Kolejorza. Kontakt: dominpop@wp.pl. Pozdrawiam, Dominik.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Davide Santon